sobota, 15 października 2016

Miód z Bałkanów.

Kolega Sebek przywiózł z Mostaru na Bałkanach miód licząc na recenzję na Blogu Miodowym. Wierząc, że przywozi miód z granatów, oczekiwał recenzji wystrzałowej, zaczepnej, z pointą zmieniającą światopogląd w kupę gruzu, z naciskiem najpierw na gruz, potem na kupę. Niestety Bałkani (mieszkańcy Bałkanów) zrobili Sebka w kocioł i sprzedali mu miód z figi, czyli Smokvę, żeby nie powiedzieć Ficus Carica. I z recenzji miodu granatowego figa.
A miodzik swoją drogą miodzio. Kleisty jak kauczuk czyli naturalny lateks (którego sporo w figowcu), słodki jak miłość na greckich wyspach (miejcie skojarzenia, póki wolność myśli nie zabroniona!). W świecie figowców, jak i u ludzi, żeby wydać owoc, trzeba kwiatu młodzieży zarówno męskiej, jak i żeńskiej, gdyż figowce są dwupienne. Starożytni Grecy doszli do tego, żeby wieszać na drzewach żeńskich gałązki z drzewa męskiego, zwanego caprificus. Stąd wzięło nazwę zapylanie figowców - kapryfikacja.

Dzięki Sebek. Miód z Bałkanów wzmógł moje chęci do szeroko pojętej kapryfikacji, czego i Wam życzę!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz