czwartek, 30 czerwca 2016

Pszczeli napęd.

Miód z jednej strony ostry jak kolce jeżozwierza albo pazury rysia, z drugiej strony łagodny jak szop pracz śpiący na czubku drzewa. Świdrujący wnętrze żołądka jak krzyk pawia, rzadki jak panda mała i słodki jak biały królik z długą brodą. Już po jednej łyżce zaraz nasuwa się pytanie:
- Jak?
Odpowiedź jest tak buddyjska jak Tybet i tak tybetańska jak Dalajlama na wygnaniu:
- Jak.
Modlitwa sama wznosi się w powietrze, wraz z zapachem lepkiej słodyczy, unoszona trzepotem modlitewnych westchnień wydawanych przez kubki smakowe. W czym tkwi tajemnica? W kwiecie lotosu? Bynajmniej, tego tam nie uświadczysz. Jak mówi starożytne haiku (autorstwa bardzo mało znanego poety z dawnych czasów i odległych okolic): żuraw wyciera brudne od kozich bobków nogi w płatki jaśminu.
Miód z Zoo w Goerlitz (zwanego też Tiergartenem) jest zaiste poezją przeliczalną na litry, kilogramy i twarde Euro. Jest poezją wartą nabycia drogą kupna we wspomnianym przybytku. Oczy przewracają się z zachwytu jak młynki modlitewne. Smacznego.





czwartek, 16 czerwca 2016

Miód Grudniowy.

Pszczoła Grudniowa jeśli już w ogóle chodzi, to w ciepłym kożuchu sierścią do wewnątrz i tylko po kuchni w celu zrobienia sobie herbaty z miodem. Miesza tenże miód długo i namiętnie, bo rozpuszczanie miodu w zimnej wodzie nie jest łatwe, a przecie wrzątkiem oblewać go nie wolno, gdyż straci swoją grudniową miodowość! Taki miód pachnie młodym piernikiem i żółtym rzepakiem. Ma w sobie majowe słońce i kwietniowy deszczyk. Miód Grudniowy jest odświętny, bombkowy, usypia jak makowiec i po jego spożyciu mówi się bardzo ludzkim głosem.
Taki oto Miód Grudniowy dostałem od Magdaleny Grudzień pod choinką na dzień dziecka, na słoiku podpisał się Mistrz Pszczelarski Roman Mielnik z ul.Św. Jana w Zgorzelcu. Spożywam go w czerwcu ze świadomością, że grudnia nie doczeka.

poniedziałek, 6 czerwca 2016

Przynęta

Podobno Aborygeni potrafią wytropić pszczołę w locie, kierując się delikatnymi smugami pyłku w powietrzu. Nie aspiruję do takiego mistrzostwa, aczkolwiek jestem w stanie stwierdzić z pewnością graniczącą z prawdopodobieństwem, że to, co jem, to może być miód. Może być?! Tylko może być?! Toż to świetny miód, o bukiecie delikatnym jak płatki cykorii na miedzy między polami zbóż rozmaitych (że ziół wonnych na obrzeżach tychże nie wspomnę). Bukiet to słowo klucz w przypadku miodu. To miód tak doskonały, że samo myślenie o nim napełnia mnie słodyczą.
Nie bez przyczyny zostałem blogerem miodowym. Złe głosy w pasiekach szepczą, że blagierem, ale to może być tylko zazdrosne bzyczenie trutni.  
Pszczelarzu, jeśli chcesz, bym zareklamował Trud Twych Pszczół, opisując ów w sposób równie mistrzowsko łechcący apetyty czytelników jak tenże Trud zechce pieścić moje podniebienie, przyślij mi pełen słoik, a ja, usta me poddawszy pieszczocie, resztę uczynię.