Miód z jednej strony ostry jak kolce
jeżozwierza albo pazury rysia, z drugiej strony łagodny jak szop
pracz śpiący na czubku drzewa. Świdrujący wnętrze żołądka jak
krzyk pawia, rzadki jak panda mała i słodki jak biały królik z
długą brodą. Już po jednej łyżce zaraz nasuwa się pytanie:
- Jak?
Odpowiedź jest tak buddyjska jak Tybet
i tak tybetańska jak Dalajlama na wygnaniu:
- Jak.
Modlitwa sama wznosi się w powietrze,
wraz z zapachem lepkiej słodyczy, unoszona trzepotem modlitewnych
westchnień wydawanych przez kubki smakowe. W czym tkwi tajemnica? W
kwiecie lotosu? Bynajmniej, tego tam nie uświadczysz. Jak mówi
starożytne haiku (autorstwa bardzo mało znanego poety z dawnych
czasów i odległych okolic): żuraw wyciera brudne od kozich bobków
nogi w płatki jaśminu.
Miód z Zoo w Goerlitz (zwanego też
Tiergartenem) jest zaiste poezją przeliczalną na litry, kilogramy i twarde Euro. Jest poezją wartą nabycia drogą kupna we
wspomnianym przybytku. Oczy przewracają się z zachwytu jak młynki
modlitewne. Smacznego.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz