sobota, 15 października 2016

Miód z Bałkanów.

Kolega Sebek przywiózł z Mostaru na Bałkanach miód licząc na recenzję na Blogu Miodowym. Wierząc, że przywozi miód z granatów, oczekiwał recenzji wystrzałowej, zaczepnej, z pointą zmieniającą światopogląd w kupę gruzu, z naciskiem najpierw na gruz, potem na kupę. Niestety Bałkani (mieszkańcy Bałkanów) zrobili Sebka w kocioł i sprzedali mu miód z figi, czyli Smokvę, żeby nie powiedzieć Ficus Carica. I z recenzji miodu granatowego figa.
A miodzik swoją drogą miodzio. Kleisty jak kauczuk czyli naturalny lateks (którego sporo w figowcu), słodki jak miłość na greckich wyspach (miejcie skojarzenia, póki wolność myśli nie zabroniona!). W świecie figowców, jak i u ludzi, żeby wydać owoc, trzeba kwiatu młodzieży zarówno męskiej, jak i żeńskiej, gdyż figowce są dwupienne. Starożytni Grecy doszli do tego, żeby wieszać na drzewach żeńskich gałązki z drzewa męskiego, zwanego caprificus. Stąd wzięło nazwę zapylanie figowców - kapryfikacja.

Dzięki Sebek. Miód z Bałkanów wzmógł moje chęci do szeroko pojętej kapryfikacji, czego i Wam życzę!

piątek, 9 września 2016

Gdy Pasieka jest za Młynem...

Kubuś Puchatek, mimo ADHD (podtyp nieuważnego) i zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych, wykazuje się decyzyjnością 12 w skali do 10, gdy Królik pyta go, czy woli chleb z miodem czy z dżemem. Wybiera miód i dżem, ale bez chleba.
Dla mnie jednakowoż pieczywo jest istotnym elementem przysłowiowej buły z miodem. Dlatego Pasieka za Młynem w Nowogrodźcu w jest rozwiązaniem idealnym. Dodatkowo prowadzą ją jeszcze państwo Piekarzowie - Iwona i Mariusz. A gdy miód jest na domiar dobrego gryczany, świeżo skręcony, koloru młodej miedzi na głowie Lady Marion, to z tej mąki będzie dużo chleba z miodem.
Pszenna bułka i pszczela słodycz, pomiędzy ewentualnie prawdziwe masło. Gluten, cukier i tłuszcz. Do popicia kawa Inka z mlekiem, kardamonem i szczyptą cynamonu, podana w kubku z nowogrodzieckiej gliny. Można osiągnąć nirwanę w tempie przyspieszonym.  

czwartek, 28 lipca 2016

Miód z Jerzmanek.

Jerzmanki - pochodzenie nazwy wsi utonęło w pomroce świerku koło stawu przy cegielni a toponomastyka i jej przedstawiciele pozostają w tym konkretnym przypadku w sporze zbiorowym z samym sobą. Część ortodoksyjnych toponomastów uważa, że nazwa łączy w sobie kolczastą postać jeża (Erinaceus Europaeus), pisaną z błędem ortograficznym bardzo popularnym w Średniowieczu i postać (a czasami posiedzieć) małpy w języku angielskich okupantów z początków XXIV wieku naszej ery (ang.monkey), co ma pre-fetycznie łączyć przeszłość i przyszłość tej miejscowości w jednym zgrabnym ojkonimie. Toponomaści reformowani twierdzą, iż nazwę Jerzmanki należy odczytywać jako Jazz-Monkey, co ma potwierdzać teorie wysnute przez Synów Kopa, czyli inaczej mówiąc Synkopujących Histeryków i dowieść, że ich badania nad nomadycznymi grupami dixie-landowymi wędrującymi przez okoliczne bagna w pierwszej połowie 966 roku n.e miały sens. Według tychże badań nomadom towarzyszyły tzw. Tańczące Okazy Fauny (w skrócie TOFU), a Jazzowa Małpa to właściwa etymologicznie nazwa (et. Król Louis, "Księga Dżungli" 1967)
To właśnie w Jerzmankach miód robią pszczoły, a podbiera im go, wiruje i oferuje inne zabiegi kosmetyczne łącznie z tzw. usłoikowieniem pan Marek Przybysz z pasieki "Palce Lizać". To dobry miód, ani małpy ani jeże ani jazzmani nie maczali w nim palców. Chyba.  

czwartek, 30 czerwca 2016

Pszczeli napęd.

Miód z jednej strony ostry jak kolce jeżozwierza albo pazury rysia, z drugiej strony łagodny jak szop pracz śpiący na czubku drzewa. Świdrujący wnętrze żołądka jak krzyk pawia, rzadki jak panda mała i słodki jak biały królik z długą brodą. Już po jednej łyżce zaraz nasuwa się pytanie:
- Jak?
Odpowiedź jest tak buddyjska jak Tybet i tak tybetańska jak Dalajlama na wygnaniu:
- Jak.
Modlitwa sama wznosi się w powietrze, wraz z zapachem lepkiej słodyczy, unoszona trzepotem modlitewnych westchnień wydawanych przez kubki smakowe. W czym tkwi tajemnica? W kwiecie lotosu? Bynajmniej, tego tam nie uświadczysz. Jak mówi starożytne haiku (autorstwa bardzo mało znanego poety z dawnych czasów i odległych okolic): żuraw wyciera brudne od kozich bobków nogi w płatki jaśminu.
Miód z Zoo w Goerlitz (zwanego też Tiergartenem) jest zaiste poezją przeliczalną na litry, kilogramy i twarde Euro. Jest poezją wartą nabycia drogą kupna we wspomnianym przybytku. Oczy przewracają się z zachwytu jak młynki modlitewne. Smacznego.





czwartek, 16 czerwca 2016

Miód Grudniowy.

Pszczoła Grudniowa jeśli już w ogóle chodzi, to w ciepłym kożuchu sierścią do wewnątrz i tylko po kuchni w celu zrobienia sobie herbaty z miodem. Miesza tenże miód długo i namiętnie, bo rozpuszczanie miodu w zimnej wodzie nie jest łatwe, a przecie wrzątkiem oblewać go nie wolno, gdyż straci swoją grudniową miodowość! Taki miód pachnie młodym piernikiem i żółtym rzepakiem. Ma w sobie majowe słońce i kwietniowy deszczyk. Miód Grudniowy jest odświętny, bombkowy, usypia jak makowiec i po jego spożyciu mówi się bardzo ludzkim głosem.
Taki oto Miód Grudniowy dostałem od Magdaleny Grudzień pod choinką na dzień dziecka, na słoiku podpisał się Mistrz Pszczelarski Roman Mielnik z ul.Św. Jana w Zgorzelcu. Spożywam go w czerwcu ze świadomością, że grudnia nie doczeka.

poniedziałek, 6 czerwca 2016

Przynęta

Podobno Aborygeni potrafią wytropić pszczołę w locie, kierując się delikatnymi smugami pyłku w powietrzu. Nie aspiruję do takiego mistrzostwa, aczkolwiek jestem w stanie stwierdzić z pewnością graniczącą z prawdopodobieństwem, że to, co jem, to może być miód. Może być?! Tylko może być?! Toż to świetny miód, o bukiecie delikatnym jak płatki cykorii na miedzy między polami zbóż rozmaitych (że ziół wonnych na obrzeżach tychże nie wspomnę). Bukiet to słowo klucz w przypadku miodu. To miód tak doskonały, że samo myślenie o nim napełnia mnie słodyczą.
Nie bez przyczyny zostałem blogerem miodowym. Złe głosy w pasiekach szepczą, że blagierem, ale to może być tylko zazdrosne bzyczenie trutni.  
Pszczelarzu, jeśli chcesz, bym zareklamował Trud Twych Pszczół, opisując ów w sposób równie mistrzowsko łechcący apetyty czytelników jak tenże Trud zechce pieścić moje podniebienie, przyślij mi pełen słoik, a ja, usta me poddawszy pieszczocie, resztę uczynię.